← Strona główna

Trigger, czyli co nas odpala?

Rozmawiasz z kimś i nagle czujesz, że coś w Tobie gwałtownie przyspiesza? Pojawia się złość, lęk, napięcie albo potrzeba natychmiastowej obrony.

Angielskie słowo trigger oznacza coś, co uruchamia reakcję albo ciąg zdarzeń. W zależności od kontekstu można je tłumaczyć jako wyzwalacz, bodziec lub czynnik wyzwalający.

Uruchamiać mogą bardzo różne rzeczy: czyjś ton głosu, spojrzenie, cisza, zapach, miejsce, konkretny gest, słowo, sposób zadania pytania, a czasem nawet własny stan: zmęczenie, napięcie, bezradność albo poczucie bycia ocenianym.

Mniej profesjonalnie, ale czasem bardzo trafnie, można powiedzieć, że coś nas odpala. Lubię to słowo, bo jest obrazowe i wygodne w użyciu.

Osobiście budzi we mnie skojarzenie z iskrą, która może odpalić fajerwerki. Nie dlatego, że reakcja jest zabawna albo błaha. Raczej dlatego, że czasem coś w nas wybucha szybko, jasno i intensywnie, zanim zdążymy zrozumieć, skąd właściwie poszła iskra.

Taki język może pomagać złapać odrobinę dystansu. Nie po to, żeby umniejszyć temu, co się wydarzyło. Bardziej po to, żeby nie utknąć w poczuciu winy, wstydu albo w ponownym przeżywaniu całej sytuacji.

Z czasem można coraz lepiej rozpoznawać własne iskry. Rozpoznawanie ich może dać nam trochę więcej wyboru w tym, co wydarzy się dalej.

Są też „iskry”, które mogą pojawić się bez wyraźnego czynnika. Pamiętam, jak lekarz tłumaczył mi kiedyś ekstrasystolie, czyli przedwczesne pobudzenia serca. Lekarz powiedział mi wtedy, że ekstrasystolia może dawać odczucie podobne do tego, jakbyśmy nagle mocno się czegoś przestraszyli. Takie pobudzenia występują również u zdrowych osób i nie zawsze da się wskazać, co je wywołało.